Dzi jest pitek, 15 listopada 2019 roku
Imieniny obchodzi: Albert, Leopold, Artur, Idalia

AKTUALNOCI

PRACA    OGŁOSZENIA    

REKLAMA

Pożegnanie z kinem Wolność
Dodano: 2013-01-06 20:04:13

W 2005 roku mieszkańcy Szczecinka żegnali kino Przyjaźń, a wraz z nimi wieloletni kinooperator Zygmunt Górnowicz. Ostatnie dni roku 2012 to tym razem pożegnanie właśnie Pana Zygmunta, który odchodzi na emeryturę. Jest on tak naprawdę historią szczecineckiego kina.

Można powiedzieć, że co najmniej 90% wszystkich seansów, które odbyły się w kinie Przyjaźń i Wolność, miało miejsce właśnie dzięki niemu. To on przez 36 lat, poza urlopami, udostępniał mieszkańcom Szczecinka magiczny świat kina i robił to tak jak trzeba, bo bardzo zależało mu na tym, żeby klienci mieli to na co zasługują, za co płacą i to co im się należy.

Teraz w kinie jest bardzo przyjemnie. I to przyciąga. Jest przytulnie, jest więcej filmów niż kiedyś. Jest lepiej. Chociaż i te filmy się kończą. Kończą się taśmy, wchodzi kino cyfrowe. Zygmunt Górnowicz

Kiedy dni Przyjaźni były już policzone został stworzony dokument o jego historii. „Ostatni seans w kinie Przyjaźń” autorstwa Krzysztofa Kalisiaka to próba ukazania tego co działo się od 1976 roku, czyli od zakończenia remontu.

Pan Zygmunt wcielił się w rolę przewodnika, narratora tej opowieści, a osobą był odpowiednią, bo znał Przyjaźń od podszewki. Dziś, kiedy to on opuszcza mury kina Wolność, zapytaliśmy go co zmieniło się od nagrania dokumentu i jak zmieniła się jego praca.

„W tej chwili jest więcej ludzi na seansach. Jest to powód samego kina, bo kiedyś kino Przyjaźń było zimne. Latem było zimno i zimą też. Obojętnie ile by się nie napaliło nic to nie dawało, nie szło tego nagrzać. Teraz jest bardzo przyjemnie. I to przyciąga. Jest przytulnie, jest więcej filmów niż kiedyś. Jest lepiej. Chociaż i te filmy się kończą. Kończą się taśmy, wchodzi kino cyfrowe.”

Sama praca stała się lżejsza dla naszego kinooperatora. Nie wymagała już takiego zaangażowania, a technika ułatwiła projekcje filmów.

„W Przyjaźni było wszystko na głowie. Przywieźć film i wywieźć film, wtedy jeszcze transportem kolejowym, czy autobusowym. Teraz przywożą nam filmy samochodami. Kiedyś miało się aparaturę, na której grano film 15 minut na jednej szpulce, czyli co 15 minut trzeba było zmieniać projektor. Trzeba było cały czas siedzieć i pilnować, a dziś mogę pójść do pokoju socjalnego i tam tylko nasłuchiwać czy wszystko jest w porządku, czy taśma ma jednakowy rytm. Technika zrobiła swoje, naprawdę jest łatwiej.”

Ale trzeba przyznać, że ta technika rozwija się na tyle, że tak jak i w innych sferach życia, jest w stanie zastąpić człowieka. Kiedy w kinie jest technologia cyfrowa to właściwie kinooperator może stać się niepotrzebny. Żeby puścić film wystarczy jedno kliknięcie. Może to zrobić nawet kasjerka, jeśli tylko będzie miała pilota. Jednak nasz bohater lubi nowinki techniczne. Interesuje się wszystkim co związane z projektorami kinowymi, czyta fachową literaturę i pasjonuje się każdą kwestią dotyczącą jego zawodu. Choć nie będzie już pracował, kiedy do kina Wolność dotrze cyfryzacja to już teraz wie o niej prawie wszystko, bo kino to jego życie.

„Ta praca mi się podoba. Człowiek jest też zadowolony jeśli na sali jest dużo ludzi. Chociaż ja nie lubię oglądać filmów, wolę w spokoju w domu. Tu u mnie na górze jest za głośno więc stąd pewnie ta niechęć, a na dół przecież zejść nie mogę. Najgorsza jest pierwsza projekcja, kiedy trzeba samemu sprawdzić jak to wszystko wygląda, czy z taśmą jest dobrze. Czasami się zdarza, że komuś coś się przycięło i tak to się zakamufluje, że nie zauważy tego więc zawsze za pierwszym razem trzeba obserwować i oglądać film w hałasie projektora."

Pan Zygmunt sam przyznaje, że mimo wszystko to dla niego więcej niż pasja. Czuje obowiązek pokazania widzom filmu tak jest został stworzony. Zawsze dba o to, żeby nie było przesunięć w prawo czy lewo i żeby ostrość była odpowiednia. A wytrawny widz jest w stanie zauważyć najdrobniejsze niuanse w obrazie.

Nasz kinooperator nie pozwala sobie na takie potknięcia. Dodatkowo przez te wszystkie lata Pan Zygmunt poznał wielu ludzi, bo często sprawdzał też bilety. Mówi, że są widzowie, którzy nawet poza kinem ukłonią się, powiedzą dzień dobry. Znają się z widzenia, bo kino jest miejscem nie tylko do oglądania filmów, ale też do swojego rodzaju spotkań. Zawsze jest chwila żeby wymienić symboliczne dwa zdania.

Teraz kiedy odchodzi Pan Zygmunt Górnowicz, kończy się pewna era dla kina w Szczecinku. Wraz z wprowadzeniem cyfrowego systemu wiele się zmieni. W kinie Wolność zabraknie poniekąd tej fachowej ręki, która czuwała nad komfortem oglądania. I może na pierwszy rzut oka nikt nie zwracał większej uwagi na to co dzieje się na górze sali kinowej to mamy nadzieje, że teraz choć przez chwilę ktoś wspomni pracę, jaką przez wiele lat wykonywał dla nas Pan Zygmunt.

I niby były to tylko jego obowiązki, jednak realizował je z sercem i prawdziwym zamiłowaniem. I choć nie będzie mu dane działać na sprzęcie cyfrowym to liczymy na to, że zostanie zaproszony na pierwszy nowoczesny seans i będzie mógł symbolicznie rozpocząć kolejny etap dla szczecineckiego kina.

Magdalena Uszyło

Poniżej film Krzysztofa Kalisiaka z 2006 roku pt. "Ostatni seans w kinie „Przyjaźń”

Film był wielokrotnie prezentowany w Telewizji "Kino Polska" oraz na kilku festiwalach filmowych. W materiałach łódzkiego Festiwalu Mediów „Człowiek w zagrożeniu” przeczytać można "Jest to historia Pana Zygmunta, kinooperatora, który prze 30 lat wyświetlał filmy w szczecineckim kinie „Przyjaźń”. W trakcie swej pracy widział wiele filmów i wielu ludzi. Przez te lata „projektornia” stała się jego drugim domem. O powierzony sprzęt dbał jak najlepiej. Dziś wysłużone kino będzie kapitalnie remontowane. Po przebudowie nikt go już nie pozna, a być może w kolejnej kabinie projekcyjnej nie będzie już Pana Zygmunta?"

REKLAMA

Przeczytaj take: