Dzi jest pitek, 15 listopada 2019 roku
Imieniny obchodzi: Albert, Leopold, Artur, Idalia

MOIM ZDANIEM - Paweł Dziedziul

PRACA    OGŁOSZENIA    

REKLAMA

MOIM ZDANIEM - Paweł Dziedziul:
Must B D Idol

W Polsce, jak i na całym świecie mnożą się programy wyławiające talenty. Najczęściej chodzi o talenty muzyczne. I gdyby choć spełniały tę misję… A brzydka prawda jest taka, że jedyną misją jaką spełniają owe programy, jest nabijanie tłustej i wielkiej jak moszna słonia, kabzy prezesa danej telewizji. Nie, proszę… Nie sprzeczajcie się, że jest inaczej.

W Polsce programów tego typu było już mnogo i jakoś o ludziach którzy wygrali tę czy ową edycję Idola czy innego Must Be The Music, już nie słychać. No, może jakieś echo w internecie. Że ta czy inna „gwiazdeczka” źle dobrała majtki do sukienki, by przejść po czerwonym dywanie, na jakiejś mocno zakrapianej imprezie w „warszawce”. Z której wyczołgała się nad ranem. O osiągnięciach muzycznych „gwiazdeczki” słychać niewiele. A przecież, skoro ktoś pokonał całe tabuny konkurencji w danym programie, przez finały przeszedł jak burza, a jurorzy rozpływali się w zachwycie, to mógłby zrobić coś więcej dla muzyki niż nagrać jedną, najczęściej nędzną płytę. O której i tak zaraz wszyscy zapomną.

Głównym grzechem popełnianym przez producentów jest sposób przeprowadzania castingów. Gdybym to ja prowadził przesłuchanie, to w pierwszej kolejności na zbity śnieg wyleciałby każdy, kto przyszedłby na casting z piosenką nie swojego autorstwa. Bo prawda jest taka, że każdy, lepiej lub gorzej może zaśpiewać piosenkę Sylwii Grzeszczak. Każdy, najgłupszy, najmniej utalentowany i głuchy jak pień, może zanucić kilka taktów hitu „Ona tańczy dla mnie”. Ale żeby napisać własny utwór… słowa, muzyka… To już wyższa szkoła jazdy. A właśnie dlatego, że można zaśpiewać „Gdzieżeś ty bywał czarny baranie”, do programów, na przesłuchania zgłaszają się w większości barany właśnie. Ludzie którzy mają problem ze zrozumieniem, że śpiewanie cudzych utworów wcale nie czyni z nich artystów. A tym bardziej muzykami. To tak jak ze mną. Umiem podlewać kwiatki. Umiem kupić i rozrobić do nich nawóz. Ale to wcale nie czyni ze mnie ogrodnika. Potrafię całymi godzinami prowadzić auto. Potrafię zatankować samochód, dolać płyn do spryskiwaczy, a przy odrobinie samozaparcia wymienić olej silnikowy. Czy to oznacza, że jestem pełnokrwistym mechanikiem samochodowym? Nie wydaje mi się. Dlatego nie próbuję naprawiać samochodów sąsiadom, a i kwiatki zostawiłem w spokoju.

Jednak to nie ja jestem producentem telewizyjnym. Oczywistym jest fakt, że celem każdego producenta jest zarobić na danej produkcji. Na castingach sprzedają parówki w bułkach i koszulki. Koszulki sprzedają potem też w sklepach sieciowych. Następnie, w trakcie emisji programu zanudzają oglądających reklamami mydeł, podpasek i piwa, na których zarabiają krocie. Szczując odbiorców wygranymi w bzdurnych konkursach, wysysają kasę z smsów jakie ci naiwniacy wysyłają. W końcu, jeśli chcecie obejrzeć ponownie jakieś wykonanie utworu w sieci… to też musicie za to zabulić. I jedynym co nam zostaje po tych programach, to marne gwiazdki, wylansowane tylko dzięki temu, że Kuba Wojewódzki uważa, że ma słuch absolutny i monopol na lansowanie „gwiazd”.

A przecież w latach 70-tych, 80-tych i a nawet 90-tych poprzedniego stulecia, radziliśmy sobie całkiem dobrze bez tego typu programów. I mieliśmy Queen. Mieliśmy Kraftwerk i Abbę. Na naszym podwórku grasowali Niemen, Skaldowie czy później Hey. I byliśmy szczęśliwi mogąc słuchać ich muzyki.

Cóż więc począć? Skoro programy takie jak X-Factor muszą istnieć i zarabiać, to recepta jest tylko jedna. Na każdym z przesłuchań do programu, w komisji powinna znajdować się co najmniej jedna osoba, mająca na tyle wielkie jaja, by móc powiedzieć: „Skoro nie umiesz sam stworzyć piosenki, to nie jesteś artystą. WON!”.

Paweł Dziedziul

www.tractioncontrol.blog.pl

REKLAMA